List otwarty do wszystkich kobiet, które są niezadowolone ze swojego życia...

DODANE 03.11.2019

Czy Twoje życie polega na bezustannym przechodzeniu od jednego zadania do drugiego, bez chwili wytchnienia? Nie jest łatwo poradzić sobie z wychowaniem dzieci i obowiązkami w pracy, a dodatkowo być super atrakcyjną kobietą wpisującą się jakieś (dziwne - delikatnie mówiąc) kanony kobiety, która „ogarnia”. 

Życie to nie Instagram (chociaż niestety dla coraz większej grupy ludzi jest drogowskazem wytyczną do szczęśliwego życia) gdzie rodzisz dziecko o 4:00 w pełnym makijażu bez żadnego wysiłku (manifestując swoją postawą, że pot i łzy są dla słabych), a tydzień później wrzucasz zdjęcia swojego brzucha, który (rzekomo) 7 dni po ciąży wygląda lepiej niż jak miałaś 18 lat. Tylko Instagram potrafi oszukać matkę naturę i stworzyć odpowiedni algorytm na nowoczesną biologię. Życie wygląda inaczej... 

 Ciągle w biegu...

Wygląda to zazwyczaj tak, że jak skończysz jedno, pojawia się następna sprawa. Gotowanie, sprzątanie, pomoc dzieciom w odrabianiu lekcji, pranie, zakupy - Trzeba być SUPERWOMAN, żeby wszystkiemu podołać. Ogólnie wiadomo, że ludzie o ustabilizowanym rozkładzie obowiązków zwykle żyją dłużej. Pewnie dlatego, że życie w ciągłym chaosie jest znacznie bardziej stresujące. Jak wiadomo, to kobiety najczęściej organizują życie codzienne (90% kobiet z którymi współpracowałem odpowiadało za dom, dzieci, relacje rodzinne itp.). Ich dni w większym stopniu niż dni mężczyzn wypełnione są reagowaniem na potrzeby innych (taki numer 112): dziecko jest chore - idą do lekarza, domownicy wołają jeść („MAMO jestem głodny”) więc szykują jedzenie, są wzywane do szkoły - rzucają wszystko i biegną. Nic dziwnego, że niejedna kobieta ma poczucie braku kontroli nad własnym życiem. Jeśli jednak dojdzie do granic swoich wytrzymałości, zaczyna chorować. Niestety, jest to często jedyne usprawiedliwienie, jakie przyjmuje od niej otoczenie. 

Jeśli nawet twój rozkład dnia jest niezorganizowany, podporządkowany potrzebą bliskim, z pewnością istnieją w nim zadania, które możesz ułożyć w stały program. 

Zastanawiasz się co Ci to da jak sobie to poukładasz?

Da Ci to poczucie kontroli nad własnym życiem.

  • Wstawaj zawsze o tej samej porze
  • O określonej godzinie jedz obiad
  • Wyznacz sobie porę na ćwiczenia 


Wprowadź maksymalny porządek.

Nie pracuj (realistyczniej  - zajeżdżaj się) do utraty tchu, aż zapali się pomarańczowa lampka jak na desce rozdzielczej samochodu oznaczającej „brak paliwa” -dasz radę, pojedziesz, ale tylko przez chwilę na rezerwie, oparach, aż do całkowitej utraty paliwa.  

Nie dopuszczaj do tego. Musisz stworzyć przestrzeń życiową dla najważniejszej osoby - SAMEJ SIEBIE. Wprowadź określony układ dnia i naucz się mówić „NIE” ( mamy coraz więcej mądrych książęk na temat mówienia „NIE”).

NIE musisz chodzić na wszystkie spotkania towarzystwie, tylko dlatego, że ktoś Cię zaprosił.

NIE musisz zawsze organizować przyjęć imieninowych czy urodzinowych - zaproś ich do kawiarni na kawę i ciasto (dlaczego w dniu swojego święta masz organizować, obsługiwać i sprzątać).

NAJWAŻNIEJSZE - wyznacz codziennie pół godziny/godzinę dla sobie.

Zrób sobie pachnącą relaksującą kąpiel w wannie i poproś jeśli to koniecznie żeby ktoś inny odbierał telefony. Łazienka to twój ostatni bastion wolność w domu. Może uda Ci się tam pomedytować albo nawet chwilę poćwiczyć. Dla wielu kobiet z którymi współpracowałem i współpracuje sala do ćwiczeń czy siłownia stałą się azylem (miejscem wolności, odosobnienia). Jeśli będziesz chodziła regularnie i jasno postawisz sprawę, że to dla ciebie ważne, rodzina to zaakceptuje.

Określ granicę swojej wydolności i nie przepracowuj się (nawet super sportowy samochód z najnowocześniejszym silnikiem bez paliwa nie pojedzie). 

Zaufaj mi, a zobaczysz gdy tak zrobisz poczujesz się lepiej. 

Pamiętaj! Uporządkowany tryb życia ma służyć Tobie. Jest pewnym sposobem  wywalczenia pewnej strefy tylko dla ciebie, postawienia pewnych granic. Chaos zawsze będzie (jest tak u wielu kobiet) spycha twoje potrzeby na ostatni plan. 

Czas to zmienić i wprowadzić zmiany, aby nie stać się niewolnikiem codziennego reżimu.

Niespodziaweane sytuacje i tak się pojawią...

Życie zawsze niesie nam niespodzianki, czasem mniejsze, czasem większe. Traci się pracę, chłopaka, męża. Trzeba wyjechać do innego miasta lub kraju, bo zmuszają nas do tego okoliczności rodzinne lub zawodowe. Na codzień nasze plany często ulegają zmianom z powodu złej pogody (pada deszcz i Wrocław stoi - ile razy się spóźniłaś?), strajku bądź awarii komunikacji miejskiej czy awarii samochodu. 

Nie dziwi więc fakt, że ludzie łatwo adoptujący się do zmian żyją dłużej. Tym, co daje nam dobre samopoczucie, jest świadomość, że jutro może być lepiej. 

Moje obserwacje...

Od 3 lat wnikliwie obserwuje dzieci są niezwykle żywotne, śmieją się głośno, ręce i ramiona mają otwarte - taka jest natura człowieka, chyba że przyswoi sobie obyczaje, które stłumią jego spontaniczność i ciekawość świata. Czy w miarę upływu lat coraz bardziej boimy się zmian? Ja 10 lat wybierałem drogę, którą chcę iść w pracy trenera (dzisiaj, może inaczej na ten moment wiem, która to droga) Wierzę, że cokolwiek się dzieje, jest dobre. Zmiany stresują tylko wtedy, gdy się im opieramy, gdy nie chcemy ich zaakceptować. Bez względu na to, czy oznaczają poprawę, czy pogorszenia naszego losu, trzeba widzieć w nich postęp, krok naprzód, a nie nowe obciążenie. Dzięki zmianom rozwijamy się zawodowo, mamy szansę spotkać nowych ludzi, zerwać ze złymi przyzwyczajeniami lub poprawić swoje życie osobiste.

Uregulowany tryb życia z pewnością przedłuża nasz żywot, ale nie powinien odbierać otwartości na zmiany.  Aby odsunąć od siebie uciążliwości i monotonię tego co nazywamy KONIECZNOŚCIAMI ŻYCIOWYMI, powinniśmy wprowadzać codziennie drobne odmiany (od jakiegoś czasu stosuję taką zasadę, jak wracam z pracy zastanawiam się i wymieniam 3 rzeczy które zrobiłem dzisiaj dobrze, i nagle okazuje się, że 1 - zrobiłem fajny trening z którego byłem zadowolony, 2- zatrudniłem fajną osobę, 3- poszedłem po córkę do przedszkola. Okazuje się, że rzeczy są banalne, ale nigdy ich nie doceniałem). Świadome otwieranie się na zmiany wyzwoli w nas większą spontaniczność. Nawet drobne posunięcie jak rozmowa z kimś świeżo poznanym, wybór innej drogi do pracy (jazda tramwajem, lub rowerem), czy przygotowanie innej potrawy na obiad, urozmaicają nasze życie. Spontaniczność ma jeszcze jedną ogromną zaletę, sprawia że jesteśmy stale młodzi (tak jest gdy widząc drzewo chcesz na nie wejść i wcale nie dbasz o to, co inni powiedzą).

Dzieci śmieją się około 400 razy dziennie... a Ty?

Obliczono, że dzieci śmieją się około 400 razy dziennie, kiedy dorosną - liczba spada do około 15 uśmiechów w ciągu dnia. Małe dzieci wyrażają swoje uczucia w sposób naturalny i otwarty: śmieją się, gdy są szczęśliwe, płaczą, gdy są smutne, krzyczą, gdy się skaleczą bądź zranią. Jednak w miarę dorastania uczą się opanowywać swoje reakcje. Tymczasem nie trzeba się gryźć w język ani ukrywać swoich emocji, ale znaleźć sposób uwolnienia się od nich. My jako dorośli niechętnie dajemy upust swoim uczuciom. Warto pamiętać jednak, że dopuszczenie ich do głosu jest niezbędne, aby wrócić do równowagi. Pozwól sobie na łzy przypływ zazdrości, to przyniesie ukojenie, spokój. Jak często robisz coś myśląc o czymś innym? Rozpamiętujesz swoje kłopoty podczas spaceru, a potem zamartwiasz się czymś, gdy bierzesz kąpiel? Jeśli zorganizujesz rozmaite zajęcia, które mają sprawić ci przyjemność, a myślami będziesz gdzieś indziej, nie posłużą ci tak jak powinny. Nieczęsto pozwalamy sobie na pełne życie chwilą, na pełną obecność w tym, co się właśnie dzieje. Przelatujemy od sytuacji A do sytuacji B jak najszybszy samolot, stale będąc w ruchu i nie czerpiąc satysfakcji z tego, co dany moment nam przynosi. Aby w pełni przeżyć chwilę, trzeba nauczyć się przechodzenia od A1 do A2 i A3, a nie bezpośrednio od A do B. Warto doświadczać i odczuwać to co się dzieje. Życie nie jest gonitwą. Aby było szczęśliwe (dla każdego szczęście oznacza coś innego) trzeba być otwartym na wszystko co niesie. Może warto nauczyć się czerpać radość z życia? 


W 2017 stworzyłem grupę na FB „KOBIETA W PROCESIE” , która była nieaktywna (ale z jakiegoś powodu ją założyłem). Dzisiaj (kilka lat później) decyzja we mnie dojrzała - postanowiłem służyć swoim doświadczeniem i wsparciem głównie zwracając się do KOBIET i tym procesie, drodze zmiany towarzyszyć. Zapraszam do grupy. 

Poprzednie

MARTWY CIĄG